1921 – 1942
Grażyna Chrostowska
Poetka z Lublina, rozstrzelana w wieku dwudziestu lat. W dniu egzekucji napisała swój ostatni wiersz.
Koncert Pamięci Ofiar Obozu w Ravensbrück
Koncert stworzony z wierszy młodych poetek, uwięzionych w KL Ravensbrück. Muzyka w wykonaniu współczesnych artystów staje się pomostem łączącym słowa pisane potajemnie w obozie z nadzieją, tęsknotą i pięknem, które również dziś mówi nam, jak zachować człowieczeństwo.
W niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet w Ravensbrück zginęło ponad trzydzieści tysięcy Polek. Te, które przeżyły, mówią o sile, która pozwoliła im przetrwać — znalazła ona wyraz w poezji pisanej za drutami: na skrawkach papieru, w pamięci, po ciemku.
Ravensbrück nie było „zwykłym” obozem – więziono w nim kobiety wielu narodowości, skazanych za działalność przeciw Trzeciej Rzeszy.
Trafiały tam z wyrokiem śmierci również polskie harcerki, działające w strukturach Związku Walki Zbrojnej. Tajne recytacje poezji i lekcje literatury były ich jedyną szansą na zachowanie tożsamości.
Śpiewając te wspaniałe wiersze dotykamy samej głębi człowieczeństwa. Urzeczeni wielkością ducha tych zagłodzonych kobiet słuchamy ich twórczości i nie pozwalamy rzece niepamięci zatrzeć ich słów.
„...bo tylko Siła Miłości potrafi zmienić życie człowieka, tylko ona nadaje życiu sens, tylko ona pomaga przetrwać nawet w dramatycznych okolicznościach”
prof. Wanda Półtawska — więźniarka KL Ravensbrück, inicjatorka koncertów
Kraków, Filharmonia im. K. Szymanowskiego, 2 listopada 2026
Wprowadzenie — Andrzej Róg
reżyser koncertu, prezes Stowarzyszenia Prawy Brzeg
W projekcjach wykorzystano twórczość Marii Hiszpańskiej-Neumann, zdjęcia archiwalne Muzeum Narodowego w Lublinie oraz m.in. współczesne nagrania Edyty Dufaj, Michała Sułkowskiego i Ady Bystrzyckiej.
Pisały w obozie — w pamięci, po ciemku, na skrawkach opakowań wykradzionych z kuchni np. przez „Kamę” (Kamilla Janowicz-Sycz). Poniżej sylwetki autorek, których poezja wybrzmi w tegorocznym koncercie.
1921 – 1942
Poetka z Lublina, rozstrzelana w wieku dwudziestu lat. W dniu egzekucji napisała swój ostatni wiersz.
1906 – 1945
Polonistka, która dobrowolnie pojechała na roboty do Rzeszy, by opiekować się polskimi dziewczętami. Patronka nauczycieli w Polsce.
1912 – 2003
Nauczycielka i harcerka. W obozie prowadziła gawędy literackie; po wojnie pisała o Tatrach.
1921 – 2010
Po wojnie współzałożycielka Galerie Lambert w Paryżu, laureatka Nagrody Kościelskich.
1910 – 2000
Dziennikarka, korespondentka zagraniczna. W Neubrandenburgu pracowała w fabryce zbrojeniowej.
1917 – 1980
Nie tworzyła poezji — rysowała. W obozie stworzyła około 400 rysunków dokumentujących codzienność Ravensbrück.
Zobacz grafiki →Nie ostrzegł mnie żaden powiew,
Nie ostrzegł mnie żaden liść,
Ktoś tylko szepnął we mnie:
Musisz iść!
Wiem, że pobladłym słońcem
Nadeszło owo „dziś”!!
Szarpnęło krwią i sercem:
Musisz iść!
Trzeba biec górską ścieżką
Przez potok, przez kamienie,
Aż tam, gdzie w aucie czeka
Przeznaczenie.
Nie ostrzegł mnie żaden powiew,
Nie ostrzegł mnie żaden liść,
Ktoś tylko szepnął we mnie:
Musisz iść!
1944 r. (więzienie Montelupich w Krakowie)
Stoję i milczę. Oczy przerażone widzą tylko ciebie.
Te ropuchy, ci kaci patrzą w naszą stronę... Mrugają do siebie...
Są aż przyjacielscy, mili, poufali – Dwa ptaszki w potrzask złapali!
Teraz będzie szło. No dalej, no!... Stoję i milczę. Nie, to być nie może,
Boże wszechmogący, święty, mocny Boże,
Jezus Maria! Jak strasznie krwią broczysz...
Stoję i milczę. Mówią moje oczy. Złączyła nas Sprawa. Pamiętasz?
W upalną noc czerwcową miałam przyjść na ów cmentarz po twoje słowo.
Niebo wyległo nad nami gwiazd złocistą giełdą,
Po grobach pełzały wonią niewiadome kwiaty.
Podałam twoje pseudo. Szło o broń. Pamiętasz? Szło o granaty.
Tak się zaczęło... Byłeś komendantem.
Byłeś duszą Sprawy i ognia zarzewiem.
Kochałam wraz z tobą nasze święte Dzieło.
Kim byłeś? Im powiedzieć? Ja nie wiem – nic nie wiem.
Niech pytają lasów i ścieżek błotnistych,
sobaczych dróg, dni słotnych i nocy gwiaździstych.
Niech pytają o ciebie, ogniu – komendancie!
Niech pytają, jak walczą polscy partyzanci!
Tam w lesie znajdą wszystko. Trop, słowo po słowie.
Po co mnie mają pytać? Ja nic nie odpowiem.
Stoję i milczę. Oczy szeroko rozwarte.
Patrzę prosto, po męsku, w twarz kredowo białą.
Ręce twoje obwisły wykręcone, martwe,
krwi kropli w twojej twarzy bladej nie zostało.
No tak. Najstraszniejsze, choć oczekiwane
zwaliło się na serce jak głaz, jak lawina.
Ogniu – komendancie! Jedyny... Kochany!
Cierpi we mnie wszystko: żołnierz i dziewczyna.
Pamiętam jak w deszcz, w błoto mknę śmiało rowerem –
O sobie pomyślę kiedyś innym razem...
Jesteś komendantem, ja twoim kurierem,
więc jako twój żołnierz pędzę z twym rozkazem.
O miłości nie było mowy między nami.
Zawsze pośpiech. Rozkaz. Kraków – Sącz – Warszawa.
Tylko raz – tam w lesie – gwiazdy i my sami
lecz i wtedy z nami była nasza Sprawa.
Kiedyś... może kiedyś... gdy będzie po wojnie,
gdy ziemia zaszumi łanem zbóż leniwie,
W wolnej, wielkiej Polsce żyć będziem spokojnie –
zapatrzeni w siebie, nieziemsko szczęśliwi...
Dziś? Prędko – zaraz – pośpiech, rozkaz! Zrozumiano?
Rower, pociąg czy pieszo: Sącz – Tarnów – Warszawa.
Żołnierzem jestem czy też ukochaną?
Cicho, serce!... Sprawa. Nasza święta sprawa. Stoję i milczę.
Widzę oczy twoje, niezwyciężone, drwiące, dumne, dzikie, harde.
Wiem, co oczy twoje powiedzieć mi mogą: „Nie płacz. Nie bądź babą!
Ja mam ciało twarde. Niech boli, nie sypnę nikogo”.
Dobrze. Rozumiem. Mam też twarde ciało.
Łzy babskie? Ach, nonsens! Nie zadrży powieka.
Patrzę wrogom w oczy odważnie i śmiało: „Nie znam tego człowieka”.
Uwaga Autorki: Słowa „Ogniu – komendancie” nie odnoszą się do znanego na Podhalu dowódcy partyzantki – „Ognia” - Kurasia. Często dochodziło na tym tle do nieporozumień, stąd też ta uwaga, gdyż wiersz opowiada historię innej osoby.
Dziś koncert w Doverstorp.
Wytworny pan ma skrzypce w ręku.
Perlą się trilery, łkają flażolety...
Pęka melodia w łez nagłych jęku,
Cisza przeszywa serce sztyletem
w tęsknoty głuchych dźwiękach.
Napięta struna zbyt mocno jękła.
Ostry nóż wspomnień skróś serce wierci..
Forte i piano – smyczek i ręka,
To wszystko jedna symfonia śmierci
w tęsknoty głuchych dźwiękach...
Na skrzypcach grał stolarz Żurek.
Tak-ci mu smyczek po strunach latał!
Oj, góry nase! oj, nase góry!
Do izby wlazło chyba pół świata.
Wlazł cały Niedźwiedź, cała Konina!
Rety! bo miejsca w izbie nie stanie!
Przyśli gazdowie jaz z Podobina
na to Żurkowe na skrzypcach granie.
Sobek Zapałów to ino śmiga,
bockuje przy nim Bulików Józka,
od Chudomiętów tańcy Jadwiga
jaz się ćmi w ocach cyrwona bluzka.
Wleźli do izby tyz dwaj panowie,
takie cymiawe, jakiesik obce.
„No, gazdo! bimber! za wasze zdrowie!
Hej, potańcymy tu sobie chłopcy!”
Więc zaraz było dużo hałasu,
a nogi to im chodziły same.
„Ej, wy panowie! panowie z lasu!”
– „Cicho! bo my się tu ukrywamy!”
Na stole bryndza i placek z serem.
„Z Krakowa wieźli my mąkę białą!”
„Bóg zapłać gazdo! Bóg zapłać szczerze!”
„Ee, za malućko, panie, za mało.”
Niech żyje Polska! moiście mili!
Prać Niemców chłopcy, wszyscy do dzieła!
Wojna się kończy, ot, co wam powiem!
„Ano się skońcy, kiej się zaceła.”
Hej, gra na skrzypcach nasz stolarz Żurek,
Smyczek po strunach tańczy zawięcie,
aż nogi same hipkajom w górę,
a cała izba w koło się kręci!!
Niech żyje Polska! moiście mili..
Jest duszno, dziko, i strasznie czegoś..
Gazdo, już dosyć goście wypili!
„Postawcie warty, panie kolego!”
Oj, góry nase! oj, nase góry!
I tak al fine – da capo! da capo!
W izbie na skrzypcach gra stolarz Żurek –
Nagły krzyk – ciemność – panie! Gestapo!
Strzał – huk i ogień – i znowu strzały...
Chałupa płonie niby pochodnia..
Oj, tam jęcały góry, jęcały!
A płomień strzyloł cosik aż do dnia...
W Doverstorp koncert. Płyną trilery,
a potem poklask jak szum wichury.
Tam – stół... i bryndza... i placek z serem...
w izbie na skrzypcach grał stolarz Żurek...
Mogę mówić o wierzbach płaczących nad rzeką,
O lesie, o słońcu, co w górach zachodzi.
Mogę mówić o domku, co został daleko,
O malin pełnym, pachnącym ogrodzie,
I o żółtym puchu wylęgłych kaczątek,
I o ciepłym mleku dojonym w oborze,
I o tym, że to końca być może początek,
I o tym, że do kraju wrócimy... być może!
O tym wszystkim mówię niby od niechcenia,
Ot, wspomnienia płyną raz otwartą bramą –
Tylko Twego nie chcę wymieniać imienia
I o Tobie nie chcę – nie śmiem – mówić
Mamo!
Co robić z księżycem, gdy u okna stanie
I spyta: Gdzie twe największe kochanie?
Mówię mu, by umilkł i odszedł bez słowa,
Bo go zaraz od okna odpędzi blokowa.
Lecz on stoi uparcie, okrągły, pyzaty,
Chcesz wierszy o miłości, jak niegdyś przed laty.
„Budzę więc ciemność nocy uśpionej w baraku
I pytam sercem, co krwią tęsknot bije,
„Gdzie jesteś mój jasny, złocisty chłopaku?”
„Mówcie mi gwiazdy, czy mój chłopak żyje?”
Czy mam Go szukać wraz z słonkiem na niebie?
Czy mi iść trzeba przez mleczną drogę?
Jak mam, kochany, trafić do Ciebie?
Szukam Cię, szukam i znaleźć nie mogę...
Chodzę między ludźmi daleka i obca..
Czy tam mojego nie widzieli chłopca?
Lubił patrzeć w gwiazdy, kochał świt i rosę,
Miał błękitne oczy i ciemno blond włosy.
A może, może, już pamięć mnie myli..
Przecież mu głowę Niemcy ogolili.
...Przyjdźcie mi na pomoc Aniołowie biali!
Mojego chłopca Niemcy mi zabrali!
Niech mi na pomoc przyjdzie górska ścieżka,
Ta w słońcu lśniąca lub od śniegu biała.
Ona wie może, gdzie mój chłopak mieszka.
Ona tak dobrze nas oboje znała.
Niech mi na pomoc przyjdą górskie kwiaty –
Gencjany – trawy – mchy – i dziewięćsiły –
Niech ze mną teraz przewędrują światy,
Aż ten dom znajdę, gdzie mieszka mój miły.
Będę Go szukać z księżycową smugą
Przez front – przez wojnę – przez lager – przebojem!
Będę Go szukać tak długo, tak długo,
Aż Jego serce odnajdę przy moim...
Poprzez olbrzymie tęsknoty morze,
Poprzez odległość, co żywcem nas grzebie,
Wołam do Ciebie, o wielki Boże
Daj nam do Polski wrócić, do siebie.
Poprzez śmierć wpiętą w kolczaste druty,
Co się rozpaczą chce na nas rzucić,
Przez starte piekło germańskiej buty –
Daj nam, o Boże, do Polski wrócić.
Poprzez straszliwą otchłań cierpienia,
Z ludzkiej godności dna upokorzeń,
Przez zło, co w bestię człowieka zmienia,
Daj nam do Polski wrócić, o Boże!
Poprzez samotność liści zerwanych,
Do swoich mknących wichrem rozpaczy.
Przez rozszarpanej rodziny rany,
Daj nam kochanych naszych zobaczyć.
Przez mróz apelów, przez bezsen nocy,
Mękę czekania racz nam już skrócić.
Wyrwij nas z paszczy germańskiej mocy
Daj nam, o Boże, do Polski wrócić.
Kosodrzewiny ciężkie od mgły
uklękły znużone deszczem.
Nie ma nic. Biały mrok.
Mgłami lecąca przestrzeń.
Tylko powitać kosówki krzywe
Zielony uścisk braci...
...pogładź zjeżoną grzywę –
jesteś wśród przyjaciół.
Przez mgły przemokłe czekam słońca
Człowiek w łańcuchy gór spętany –
W ścianach milczenia przystanę,
Posłucham ciszy sprzed lat tysiąca.
Mróz wszystkich zim, wiatr wszystkich wiosen,
Spełnia się tu beze mnie.
Ślepe od gwiazd tajemnic
życie bytuje sędziwym porostem.
W dalekie słońcu i ptakom pustkowie,
W ten byt, co jest – nie czuje, nie wie...
idę budować siebie
ja – nic i wszystko – człowiek!
Za bramą bezlitosną, za murem kamiennym
Pewno życie jak dawniej swoim płynie nurtem –
Jest jesień... Suną chmury z ołowiu i henny
Jak łodzie, obciążone skarbami po burty...
Nie wiem, kiedy nadejdziesz i kiedy się staniesz
Chwilo groźna jak anioł, co bramy roztrzaskasz?
I jakie będzie moje ze światem witanie.
Jakie niebo nachyli się ku mnie, jak łaska?
Nie wiem... czekam tak długo ... Dzień mija – noc za nim.
Słowami się nie modlę – westchnienia się we mnie
Wznoszą i opadają, jakbym westchnieniami
Boga chciała dosięgnąć – nie wiem – czy daremnie?
Jest jesień. Myślę o niej, jak głodny o chlebie –
Czasem aż o niej wątpię... Jestże za tą bramą
Jakiś świat w jakimś cichym zatopiony niebie?
Czasem wątpię... Dzień mija ... Jutro – znów to samo...
I
Zamknij, synku, oczęta. Dziś zimno jest w celi.
Więc nie płacz, że masz rączki schowane pod becik –
Już wszyscy aniołkowie na chmurkach posnęli
I dawno w ciepłych domach śpią już grzeczne dzieci...
Wyśpiewałam Ci wszystkie znajome piosenki,
Najdawniej pamiętane kołysanki moje
I skończyłam już bajkę, w której, mój maleńki,
Znowu jesteśmy razem – tatuś i my dwoje ...
A Ty wciąż nie chcesz zasnąć i twoje oczęta
W ciepłej, różowej buźce szafirowo płoną.
Czyżbyś, synku coś wiedział i o czemś pamiętał.
Nie lękaj się... Nie wydrze cię nikt mym ramionom...
II
Twoje różowe rączki, niby dwa powoje
Oplotły serce moje, syneczku daleki –
Co noc biorę w ramiona ciepłe ciałko twoje
I wargami ci do snu zatulam powieki.
Taki jesteś maleńki – a tak bardzo bolisz!
Taki jesteś kochany – a od męki blednę,
Gdy myślę, jak w uśmiechu rozchylasz powoli
Twe najmilsze usteczka, szczere i bezwiedne.
Mówią mi, że już słowo „mama” powiedziałeś
I od tej pory słyszę, dniem i nocą słyszę
Sercem moim matczynym, sercem mym struchlałym
Te dwie głoski, co próżno wołają skroś ciszę.
Synku mój – takie puste są moje ramiona
I takie głodne ciebie ... i tak brak mi siły –
Może płaczesz w tej chwili? Wstaję przerażona
I słyszę, jak mnie wołasz z oddali, mój miły ...
A za mną najokrutniej bramy się zawarły
I próżno sercem moim jak młotem w nie biję –
Wracają do swych dzieci nawet te co zmarły
A ja wrócić nie mogę, choć żyję... choć żyję!
III
Próżno staram się zgadnąć, syneczku sierocy,
Skąd się bierze w twej buzi ten blask i ten uśmiech,
A jeśli to przy tobie Ona jest tej nocy!
I czeka nachylona, aż ścichniesz i uśniesz?
Śledzę twoje spojrzenia, staram się tłumaczyć
Twe najmilsze gwarzenie – słówka niemowlęce –
Maleńki – a jeżeli to wszystko ma znaczyć,
Że gładzą cię po buzi Jej troskliwe ręce?
Gdybyś mógł mi powiedzieć! O jakże nieśmiało,
Z jaką czcią, z jaką trwogą biorę cię w ramiona –
I nie wiem – pod palcami twoje czuję ciało,
Czy Ją – jak się mym rękom wyrywa, spłoszona?...
Próżno mówię sercu – uśnij, ucisz,
Mały dzwonku, trzęsący się w trwodze;
Przecież ktoś z nas do domu powróci,
Po tej długiej, bezlitosnej drodze.
Przecież ktoś z nas się jakoś ocali,
Przecież ktoś z nas do domu powróci,
Wszystkie światła w pokojach zapali
I świątecznie do stołu nakryje...
Dom wśród liści więdnących jesiennie,
Pośród liści więdnących najzłociej
Nowym życiem rozebrzmi promiennie
I zapomni o Twojej tęsknocie.
I zarośnie chwastami Twa ścieżka,
Zardzewieją zawiasy przy furtce,
Ale dom nasz ktoś znowu zamieszka
I przed domem zasadzi nasturcje...
Przyjdą wiosny, jesienie i lata,
Życia wieczny, niezmienny kołowrót.
Cóż, że ktoś tam nie wróci ze świata,
Śnieg zasypie ten jego niepowrót...
Małe serce, nietrwałe, jak owad,
Z tych, co giną, nim oprzęd rozsnują,
A po Tobie powstanie od nowa
Bujne życie rodząc i tratując.
Nocą ucieknę potajemnie
Jak cień, jak mara bezcielesna,
Gwiazdy nade mną, gwiazdy we mnie
Oświetlą drogę, znaną we snach.
Gwiazdy nade mną, wicher w dole
Gałęzie drzew do ziemi przygnie –
Jak cień, jak mara przemknę polem,
Nikt mnie nie dojrzy, nie doścignie!
Ach pole, pole – wolna przestrzeń,
Obszar otwarty po widnokrąg,
A potem las rozwiany w wietrze,
Liście zielone, liście mokre,
I woda – jezior tafla ciemna,
W gąszczu szuwarów żab rozhowor,
Pode mną głębia wód tajemna
I głębia gwiazd nad moją głową.
Przebrnę, przebiegnę las i wodę
Sercem mym, drżącym od radości –
W burzliwą, wietrzną niepogodę,
Zmylę ślad każdy – każdy pościg.
I już – szeroki świat przede mną!
I już – otwarta moja droga –
Nocą ucieknę potajemnie –
Och nocy – wszystkie światła pogaś!
A teraz tam jest jesień... Nie dla mnie już się płoni –
Nie dla mnie i beze mnie tam gaśnie uroczyście...
Wystarczy zamknąć oczy, by ujrzeć jak na dłoni
Opadające gwiazdy... opadające liście...
Wystarczy zamknąć oczy, a już tak bardzo bliska
Ta jesień kolorowa ... ta jesień niewidziana ...
Te maki zapóźnione na szarozłotych rżyskach
I brzózki, jak pochodnie płonące na polanach.
I dom wśród tej jesieni drzemiący ze spokojem,
Tylekroć śniony nocą... dom, gdzie nie wrócę więcej –
Ścieżki, po których nigdy nie przejdą stopy moje,
I kwiaty, których nigdy nie zerwą moje ręce...
O Boże, teraz dopiero, gdy myślą wróciłam w te strony
Dopiero tu Cię znalazłam... Jakże mi lekko teraz ...
Jakże mi jesteś bliski, Boże odnaleziony,
Który wiesz, jak się cierpi i wiesz, jak się umiera –
Tu Cię dopiero widzę – wyszedłeś mi na drogę –
Tu w Tobie szumią lasy... tu w Tobie drzemią chaty –
Taka byłam bezradna, a teraz wszystko mogę!
Wyszedłeś mi na drogę... Przyjęłam Cię, jak wiatyk.
I teraz oto klęczę i gubię się w zachwycie,
Niech będzie Twoja wola – Ty wiesz, co jest najlepsze –
Ty, który dajesz życie – i teraz dasz mi życie –
Ramię mnie Twe otoczy – ramię mnie Twoje wesprze ...
Będę w sukni jak niebo niebieskiej,
A ty w sukni jak niebo różowej –
Niskie słońce nam twarze rozświetli
I jak ręka nam spocznie na głowie.
Wśród ogrodu, gdzie płoną mieczyki
I gdzie szumią jesiony surowe
Przystaniemy – ja w sukni niebieskiej,
A ty w sukni jak niebo różowej.
Przez łzy widzę to: cisza nadpłynie
Świerki oddech wstrzymają przy bramie,
W domu miłym zapalą się szyby,
Gdy się zachód w nich tęczą załamie,
Siedmiobarwnie, soczyście i cicho,
Wieczór legnie na trawie, jak owoc –
Wietrzyk suknie nam muśnie wargami
Mnie niebieską – a tobie różową...
Przez łzy widzę to – zamknij powieki,
Niech się także przed tobą wyłoni
Dom spokojny, błyszczący szybami,
W drzew zieleni ukryty jak w dłoni –
Może także zobaczysz ten wieczór,
Słońca senną, chylącą się głowę,
A na ścieżce nas w sukniach z muślinu:
Mnie w niebieskiej – a ciebie w różowej.
Twarze odarte ze złudzeń –
Tłum smutnych, obcych ludzi zagubionych w podróży,
Śmieszne jednakie kadłuby,
A może serce...
Chwila złudy,
W zasiekach martwe druty ranią wschodzące słońce
To samo...
W dalekim horyzoncie...
A myśl – wciąż bliżej końca...
Ucieknę chyłkiem późną nocą,
W daleki pomknę świat.
Gwiazdy się będą sypać w oczy,
Tysiące ślepych gwiazd.
O szczyty otrę się zuchwale
Drzemiących we mgle gór
I słuchać będę w tajnej dali,
Jak szumi, szumi bór.
W sennych jeziorach mrą widziadła.
Popatrzę w głębie wód,
Przeniknę ciemność, dojrzę na dnie
Na piaskach, niemy grób.
Teraz jestem już blisko.
Niebo przetarte skrzydłem ptaka
Wschodzi z rumieńca do jasności.
Księżyc na wprost słońca.
Wszystko w promiennym obłoku,
A noc przechodzi bokiem.
Niewiadomo skąd, długim szlakiem
Stamtąd przyleciały ptaki,
Wiatrem gnane po błękicie,
Lecą niskim ukosem nad nami.
Stoimy szeregami
W sercu ciszy.
Cisza pełna jest prostoty.
I wtedy właśnie szum
Przybliża tętno, stukot kół
I drobne dziecinne dzwonki.
Pociągi idą, pociągi...
Walą kołami o szyny,
Świst długi, ten sam, z daleka –
Ja też, ja też, poczekaj!
Ominął wszystko i ginie.
My dalej stoimy
W ciszy milczącej, bez głosu,
Świat zdaje się jasnym
I prostym jak na dłoni –
Obraz – poodczepianie wagony.
Dzień ten taki właśnie, jak „Niepokój” Szopena.
Ptaki nisko kołujące nad ziemią. Niespokojne,
Spłoszone z gniazd swych. Nadsłuchują...
W przyrodzie cisza. Ciepło, jak przed burzą.
Z zachodu płyną niskie, ciemne chmury.
Przewalają się po niebie wiosenne wichury.
Przyczajony lęk w sercu. Tęsknota, tęsknota...
Chcę chodzić po rozmokłych, po dalekich drogach,
Słuchać szumu wichrów, łowić oddech wiosny,
Czuć najgłębiej, odnaleźć ciszę miłości,
Idę, nie znajduję, wciąż zmieniam i wracam.
Gdzieś daleko zostały chałupy wieśniacze,
Chmury poszły na wschód,
I na wschodniej stronie,
Stoją drzewa samotne, ciemne, pochylone,
W wietrze stoją i w ciszy,
Chwiane niepokojem.
Idziesz po lesie. Bosą nagą stopą
Po mchach pachnących depczesz,
po promieniu słońca.
Las szumi i szumi. Las woła tęsknotą,
Tajemnic pełen. Szmeru. Dziwny bór miłości.
Czujesz jak pachnie owa leśna ziemia
Cała pochowana w szumiącej zieleni,
Rozrasta się w niej życie, przelewa, tężeje,
Mocne od głębokich, żylastych korzeni.
Czy wypatrujesz leśnymi oczyma
Tajemną, cichą głębię mrocznych ustroni?
Ty wiesz – tam słońca nie ma.
Gwar inny.
Kolor najgłębszy: ciemno – zielony...
Rozkołysały się sny moje
Wiosenne
Promienne.
Rozsypały się rojem
Motyli
Skrzydlatych
Szukając kwiatów
W tęsknocie,
By na nich spocząć.
Zajrzały w gaje zielone
Wonne świeżością uroczą.
W południa cichej chwili
Spadły w jaskółczym locie
W me gniazdo opuszczone
Jesienią.
Krążąc nad czarną ziemią
Wyciągnęły ramiona w błękity
Bezobłokie
Świetliste.
Oddechem się stały głębokim,
Tętnem krwi porywistym,
Czekaniem skrytym.
Czarny dym trysł w błękit nieba,
Czarny, gęsty dym.
Ptak się w górze zakolebał
I znikł w dymie złym.
Uniosły jasne oczy małe niezabudki
Posadzone przed domem na świeżych rabatach.
Któż chciał ten dom ustroić kwiecistym ogródkiem?
Ktoś chciał zbrodnicze ręce skryć w wiosennych kwiatach.
Czarny dym trysł w błękit nieba,
Czarny, gęsty dym,
Ptak się w górze zakolebał
I znikł w dymie złym.
Uniosły zbladłe twarze idące dziewczyny
Pytając jedna drugą: Czy jutro ja zginę?
..............................................................................
Komin wyrzuca w niebo czarne, gęste dymy ...
O czym marzy ukochana, gdy ma lat dwadzieścia dwa?
Zboża ziarnem już dojrzały
W modrych chabrach łany całe, lipa już pszczołami gra.
O czym marzy, która kocha, gdy ma lat dwadzieścia dwa?
Zboża, kwiaty, pszczoły, drzewa!
Cała śpiewam, śpiewam, śpiewam pocałunku radość miodną!
Jak wy siostry, płonę latem, oczy ciszą mam bogate,
Aby mogły słońce chłonąć.
Odtąd z kwiatów wynurzona w bezkres jutra nienazwany
Pójdę, [gdzie] umiłowan[y].
Najpiękniejszą pieśń dośpiewać umie tylko owoc drzewa,
Zbóż i kwiatów – czemu?
Jestem jako chabry cała prześwietlona, zbłękitniała.
Narzeczona polna.
Jutro miłość mię zagarnie kwietnie, pszczelnie, drzewnie, żarnie
– Będę poślubiona.
Jutra wytęsknioną nocą oczy światłem zamigocą,
Nasturcją zapłonę!
Krew rozśpiewam bursztynowo i majowo, i lipowo,
I zakwitnę żoną.
Patroni medialni: TVP3 Kraków · Radio Kraków · Gość Niedzielny
Pierwszy koncert odbył się w kwietniu 2012 roku. Od tego czasu Koncert SIŁA MIŁOŚCI gościł wielokrotnie w Muzeum Manggha w Krakowie, a także w Muzeum Narodowym w Lublinie, Bibliotece Narodowej w Warszawie, Studio im. W. Lutosławskiego Polskiego Radia w Warszawie, Kościele św. Jakuba w Warszawie, Studio Polskiego Radia w Katowicach, WDK w Rzeszowie, Domu Kultury MORS w Dębicy, Kinie Sokół w Zakopanem, Filharmonii Krakowskiej, Studio TVP3 Kraków.
Pierwszy koncert cyklu.
75. rocznica rozstrzelania; Wieczór poezji Grażyny Chrostowskiej.
Wywiad z Kamillą „Kamą” Janowicz-Syczową i Wandą Półtawską.
Przemówienie Wandy Półtawskiej; promocja albumu.
100. rocznica urodzin Wandy Półtawskiej; list Pierwszej Damy.
Dedykowana Więźniarkom rozstrzelanym w kwietniu 1942.
Jedyna edycja trzymiastowa.
80. rocznica wyzwolenia obozu — „Epitafium dla Więźniarek”.
Poza numeracją: Koncert PRO MEMORIA, 4 grudnia 2023, w Krakowie — pamięci prof. Wandy Półtawskiej.
Wstęp na koncert jest wolny. Liczba miejsc ograniczona.
W wiadomości podaj adres e-mail i liczbę osób.
Stowarzyszenie Prawy Brzeg
ul. Zgodna 79, 30-444 Libertów
tel. +48 501 271 010
stowarzyszenieprawybrzeg@gmail.com
Logo, plakat, zdjęcia w wysokiej rozdzielczości i notatka prasowa — do wykorzystania przez media, patronów i partnerów wydarzenia. Notatka prasowa:
2 listopada 2026, godz. 19:00 — Filharmonia im. K. Szymanowskiego w Krakowie, ul. Zwierzyniecka 1.
SIŁA MIŁOŚCI to odbywające się cyklicznie koncerty, propagujące twórczość i sylwetki Bohaterek niemieckiego, kobiecego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Opracowane muzycznie wiersze pozwalają poznać i upamiętnić bohaterskie Więźniarki z polskiego ruchu oporu. Inspiratorem jest była więźniarka KL Ravensbrück, Prof. Wanda Półtawska (1921–2023).
Program koncertu na 2026 r. przewiduje prezentację wierszy polskich więźniarek: Grażyny Chrostowskiej, Teresy Harsdorf-Bromowicz, Zofii Górskiej-Romanowicz, Haliny Golczowej, Marii Rutkowskiej-Kurcyusz, Zofii Karpińskiej, Zofii Pociłowskiej-Kann, Bł. Natalii Tułasiewicz.
Koncert dopełnia multimedialna prezentacja Autorek i grafik Marii Hiszpańskiej-Neumann.

Potrzebujesz innych materiałów? Napisz: stowarzyszenieprawybrzeg@gmail.com · kontakt@silamilosci.pl